JA I LIFE IN ŁÓDZKIE PO RAZ PIERWSZY

Teatr… widownia…15 minut do rozpoczęcia przedstawienia… siedzę w najdalszym rzędzie, wciśnięta w swój fotel i obserwuję. Czekam i wypatruję jak głodna lwica swojej ofiary.

Z tą tylko różnicą, że moim obiektem pożądania nie zaspokoję fizycznego głodu. Pragnę zachwycić się tą jedną Kobietą, bo to jej tutaj szukam…

A dokładnie wśród osób wchodzących na widownię chcę odnaleźć Nieznajomą, która zachwyci mnie swoim wizerunkiem – kreacją, butami, fryzurą, makijażem, detalem, sposobem poruszania się, czy też gestem. Wzrok się wyostrza… napięcie rośnie… widownia z minuty na minutę zaczyna przypominać ul z pszczołami… takie podobne do siebie, według schematu… wyobraźnia zamienia oryginalny obraz w malutkie owady. W myślach biegnę ku jednemu z moich ulubionych pisarzy, satyryków.

Mark Twain powiedział: „To szata zdobi człowieka, ludzie nadzy mają małe albo wręcz żadne wpływy w społeczeństwie”. Ludzie nadzy w tym konkretnym przypadku, to dla mnie Kobiety nijakie, szare, niewidzialne na zewnątrz. Dziesięć minut do rozpoczęcia przedstawienia, a ja pojawiające się Nieznajome zaczynam grupować. I mam tutaj dwie skrajności – jedna grupa pogalopowała za obowiązującymi trendami w modzie, druga – od lat tkwi w swojej strefie komfortu, z zachowaniem tego, co bezpieczne i znane.

Dlaczego tak bardzo nie dbamy o swój wizerunek, który powinien odzwierciedlać nasze wnętrze? Czego się boimy? Radząc sobie z trudnościami dnia codziennego, godząc pracę zawodową z zajęciami domowymi, poświęcając czas dla najbliższych, przestajemy słuchać siebie. Tylko, czy przez to zdajemy sobie sprawę ile tracimy? Czemu nie potrafimy wyłączyć wewnętrznego cenzora, że czegoś nam nie wypada, nie przystoi, nie należy? Pracuję z kobietami od wielu lat i bardzo często spotykam się z brakiem umiejętności spojrzenia na siebie w sposób pozytywny. Sypiemy jak z rękawa przykładami tego co w nas złe, niedoskonałe, naganne, niewłaściwe. A kiedy proszę o pozytywy z trudem dochodzimy do dziesięciu punktów. To ma bezpośredni wpływ na nasz wizerunek, bo do momentu, aż nie zaakceptujemy i nie pokochamy siebie ani nie wyłuskamy swoich plusów nie ruszymy z miejsca.

Do chwili, aż nasz wewnętrzny cenzor będzie aktywny, nie spróbujemy czegoś nowego, szalonego, innego. Bo należy pamiętać, że trendy nie pokazują naszej wyjątkowości, tylko sprowadzają nas do takiej kolonii pszczół, a z kolei niezmienność przez lata nie może się sprawdzić, gdyż upływający czas nie jest dla nas obojętny. Zauważa nas i dotyka. I to nie jest nic złego, trzeba tylko to docenić i zaakceptować.

Zmieniamy się, zmienia się nasza sylwetka, upodobania, predyspozycje. Dlatego nasza garderoba, nasz makijaż, nasza fryzura, nasz sposób postrzegania też powinny ewoluować. W wyrażaniu siebie poprzez wizerunek każdą z nas powinna obowiązywać zasada, iż mój styl noszenia zaczyna się od mojego wnętrza, mojego charakteru, mojego często skrywanego przed światem JA.

Stańmy boso na zimnej ziemi, może już obsypanej śniegiem i poczujmy jak od stóp wędruje ku górze siła tkwiąca w nas, pozytywna energia, otwartość. Zaczerpnijmy głęboko powietrza, poczujmy siebie całą sobą i zacznijmy wyrażać siebie wizerunkiem. Niech to będzie autentyczne, grzeczne lub niepokorne, szalone lub ułożone, ale zgodne z naszym DNA. …za minutę rozpoczynamy przedstawienie i jest, ta długo wyczekiwana. Sunie majestatycznie z wysoko podniesioną głową, wyprostowana, dojrzała, z lekkim uśmiechem na twarzy… ja już wiem, że tego wieczoru czekałam na nią. Ma swój styl w każdym detalu, wyróżnia się z tłumu, jest szczęśliwa, jest magiczna, jest sobą….

 

Artykuł ukazał się w Life In Łódzkie 4/2017, listopad – grudzień 2017

http://lifein.pl/wyraz-siebie-wizerunkiem/

Może Ci się również spodobać to..

Dodaj komentarz