Czwarta nad ranem.

Obudził mnie ból. Silny ból mięśni.

I w normalnych warunkach pobudka o tak wczesnej porze, jeszcze przed wschodem słońca wywołałaby u mnie mocne podenerwowanie, bo do skowronków nie należę, to tym razem czułam wewnętrzny spokój. Może cała moja uwaga skupiona była na tak uśpionym w ostatnim czasie odczuwaniu bólu fizycznego, wynikającego z przepracowania mięśni?
A może wczorajsza rozmowa telefoniczna z jedną z kobiet podziałała na mnie jak balsam na duszę? Może też coś dobrego miało wydarzyć się w tym nadchodzącym dniu i mój szósty zmysł już to wyczuwał? Nie wiem… najważniejsza dla mnie w danym momencie była moja wewnętrzna potrzeba, a nawet dwie – wstać i rozruszać bolące ręce, plecy, nogi oraz wypić kubek gorącej herbaty z nutą bergamoty i plastrem cytryny. Bezszelestnie zebrałam się z łóżka, aby nie obudzić nikogo z domowników, otuliłam się szlafrokiem i nie włączając światła postanowiłam dotrzeć do kuchni, aby zrealizować punkt drugi mojego planu. Tutaj zapomniałam o jednym, moja kotka jest bardzo czujna o czwartej nad ranem i nie omieszkała z niezaprzeczalnym urokiem zaplątać się między nogami, czego efektem była gwałtowna gimnastyka i rozruch obolałych mięśni, aby utrzymać równowagę i nie zwalić się z hukiem na podłogę. Punkt pierwszy  z przymrużeniem oka zaliczony.

Już po chwili czajnik wydałam przyjemny odgłos gotującej się wody, kubek z parującą i aromatyczną herbatą wylądował w moich dłoniach i poczułam, że ten dzień zaczyna się od zadbania w pierwszej kolejności właśnie o moje potrzeby. Przypływ wewnętrznej energii pchnął mnie na zewnątrz, przed dom, do ogrodu i kotka kolejny raz nie opuściła mnie, czmychnąwszy żwawo obok moich nóg. Chociaż gdzieś w oddali słońce już rysowało na niebie znak, że za chwilę rozbudzi wszystko dookoła, to jednak jeszcze otaczała mnie ciemność, a do tego przyjemny chłód. Poczułam w powietrzu wiosnę, a zmysł słuchu wyłapywał każdy, najróżniejszy dźwięk wydobywający się z ptasich gardeł. Prawdziwa uczta dla uszu oraz duszy. Każdy łyk herbaty smakował wybornie, rozgrzewał mnie od środka i ładował mój wewnętrzny akumulator. Skupiłam się na oddychaniu, takim zwyczajnym… wdech – wydech, wdech – wydech.  I gdzieś przez ułamek sekundy przeleciała myśl – przeziębisz się, ale w tym momencie nie chciałam dopuszczać rozsądku do głosu. Sercem czułam, że muszę być dokładnie tu i teraz, w tym miejscu, z kubkiem herbaty w ręku. Wszystko co działo się wokół odbierałam całą sobą, każdym kawałkiem swojego ciała, każdym zmysłem, każdym oddechem. Co przyniesie ten dzień, nie wiem. Jednak jestem na niego gotowa. Chociaż w kalendarzu jest zapisane kilka spraw, chociaż w głowie mam ułożone co chciałabym zrobić, to z pokorą, spokojem, otwartością czekam na kolejne minuty, godziny.  To będzie dobry dzień…

07 kwietnia 2020

Może Ci się również spodobać to..