Na ławce.

Ileż razy przechadzając się po parku zerknęłam na ławkę?

Ileż razy z niej skorzystałam? Jak często spacerując uśmiechałam się do osób siedzących na niej… osób w sile wieku, młodych mam, bujających nogą dziecięcy wózek, par zapatrzonych w siebie całą mocą serca, roześmianej i głośnej młodzieży, kobiet z książką w ręku, pochłoniętych lekturą, mężczyzn z rozpostartą gazetą, która przy podmuchach wiatru szeleściła, jakby szepcząc „czytaj mnie, czytaj…mam tyle do opowiedzenia”.
Dzisiaj przejeżdżając samochodem obok parku znowu je zobaczyłam w oddali...
Ustawione w szeregu, milczące i puste. I taśma biało czerwona broniąca do nich dostępu, jakby nagle były nie dla nas. Poczułam, że stały się takie odległe, niedoceniane, majestatyczne, wręcz jak eksponaty muzealne, na które można spoglądać ukradkiem. Ileż one „wysłuchały” historii ludzkich, ileż „widziały” roześmianych dzieci biegających wokół, ileż „poczuły” uderzeń w swoje deski.

I wytłumaczyłam to sobie, że to kwestia czasu, że to trochę tak, jakby były teraz świeżo pomalowane i z troski o nasze ubrania nie możemy na nich spocząć. Ale ta „farba” wyschnie, kiedyś… może już całkiem niedługo.
I wówczas mocniej i piękniej docenimy ten nieodzowny element parków.
Chętniej wybierzemy się na spacer, a widząc pustą ławeczkę z przyjemnością na niej usiądziemy, zamkniemy oczy i wystawimy twarz do słońca, z radością będziemy odbierać radosny pisk dzieci, szczekanie biegających psów, rozmowy przechadzających się par, śpiew ptaków. Bo ten czas nadejdzie, chociaż teraz odczuwamy tak naturalny strach i niepokój o każdy kolejny dzień.
I mimo tego, że to nie jest łatwe, ani proste, to zawsze mamy wybór.
Albo schować się przed deszczem i ronić łzy razem z nim, albo nauczyć się tańczyć w deszczu, nawet kosztem ubłoconych stóp.

09 kwietnia 2020

Może Ci się również spodobać to..