Jak pierwszy raz ubrałam mózg w odwagę…

W jaki sposób ubrałam swój mózg w odwagę?
Pozwól, że zabiorę Ciebie w podróż mojego życia...

Siadając w kawiarnianym ogródku, przy filiżance pysznej, aromatycznej kawy powróciłam myślami do pierwszych dni mojego dzieciństwa, kiedy to jeszcze zupełnie nieświadomie nabrałam odwagi, aby przeciwstawić się otaczającej rzeczywistości.
Byłam malutka, drobniutka,  wręcz jak porcelanowa lalka, którą tak łatwo rozbić o chodnikową płytę. Od pierwszych moich dni na tym świecie byłam wychowywana jak większość dziewczynek – grzeczna, cichutka, bez prawa głosu, pod skrzydłami troskliwej i zagonionej mamy, przy boku wymagającego i srogiego ojca. Trochę zamknięta we własnej przestrzeni, godzinami kreśląca coś na kartkach papieru i tonąca w niemych dźwiękach własnego milczenia. Uwielbiana przez babcię Anię, przy której stawałam się dzieckiem - trochę nieznośnym, chodzącym swoimi drogami, zdzierającym kolana, podrapanym przez dzikie kociaki, ubłoconym i z rozdartą kieszenią. Dziewczynką, która zupełnie nie potrafiła się przystosować do warunków przedszkolnych, bo będąc otoczona ciszą mogłam rysować godzinami, a nie tracić czas na przymusowe leżakowanie.
Nieubłaganie nadszedł czas rozpoczęcia edukacji szkolnej. Kolejne przymusowe zajęcia, takie jak pływanie na głębokim basenie i wychowanie fizyczne na wielkiej sali gimnastycznej. Czułam się w obu przypadkach jak maleńka mrówka zamknięta w ogromnym akwarium.  Raz zalewana wodą, drugim razem pokonująca wysokie przeszkody. Strach, panika, woda wlewająca się do płuc, siniaki przy próbach skoku przez skrzynię. Jak ja tego nie znosiłam!
I tym razem nie mogłam uciec do babci, bo odeszła na zawsze, kiedy miałam zaledwie 8 lat.
Odwaga pojawiła się, kiedy dostałam zaproszenie na egzaminy do szkoły baletowej. Wiecie jakie było moje pierwsze pytanie? Czy jest tam w-f lub basen?
A skoro odpowiedź była negatywna, to już wiedziałam, że to będzie moje miejsce.
Czy miałam wrodzony talent do tańca? Nie.
Czy potrafiłam jak inne dziewczynki w trakcie egzaminu zrobić szpagat? Nie.
Czy miałam wsparcie rodziców? Nie.
Miałam jednak odwagę, determinację, potrzebę zmiany i zdałam te zwariowane egzaminy. Rozpoczęłam przygodę z tańcem, ciężką codzienną pracą, niewyobrażalną dyscypliną, rywalizacją i mierzeniem się z niedoskonałością swojego ciała.
Tak… z niedoskonałością, bo moja sylwetka nie była perfekcyjna - tyłek ciut za duży, noga zbyt masywna, waga zawsze nieodpowiednia.
Przypominam, w tym momencie, że byłam filigranowym niejadkiem, no ale…
Wiele w życiu osiągnęłam, wiele razy popełniłam błąd. Mając obecnie skończone 50 lat, wiem jak łatwo być piękną kobietą na wyretuszowanym zdjęciu. Wiem również jak wyrażać siebie wizerunkiem i cieszyć się własnym, naturalnym odbiciem w lustrze.  Bo kiedy zaczynamy być świadome tego, iż czas biegnie nieubłaganie, że nasze ciało jest jedynym, prawdziwym domem na całe życie, że mamy prawo, a nawet obowiązek dbania o własne potrzeby, że samoakceptacja i wyłączenie wewnętrznego cenzora wzmacnia nasze poczucie własnej wartości, to znak, że potrafimy ubrać nasz mózg w odwagę. A za odwagą pójdzie osobowość, charakter, wyjątkowość i równowaga. Wydostajemy się ze stereotypów, mówimy kategoryczne "nie" wszystkim szablonom, poszukujemy własnych dróg do wewnętrznego spokoju, szczęścia i ciepła serca. Nie ma w naszym słowniku takich słów jak idealna czy perfekcyjna. To zbyteczne, bo nasza odwaga pozwala nam być sobą. Ze słabościami i siłą jednocześnie, z odrobiną słodyczy i ciutką goryczy, z prawem do lepszej chwili i gorszego dnia. Odwaga to umiejętność zakładania  każdego dnia „liliowego kapelusza” i wychodzenia z uśmiechem na twarzy ku zdobywaniu naszego, wymarzonego i codziennego świata.
Czy zostałam zawodową tancerką? Nie, bo życie zdecydowało inaczej i znalazłam inną drogę. Taniec i muzyka zostały jednak moją pasja po dzisiejszy dzień. Czy mam żal do moich rodziców za brak wsparcia w tamtych latach? Nie, bo kierowali się dobrem według tego, czego ich nauczono. Czy ubranie mózgu w odwagę sprawiło, że zawsze czułam się wygrana? Nie, bo tutaj nie o wygraną chodzi, ale o samoakceptację i umiejętność zachowania balansu w życiu. Czy pokonałam strach przed wodą? Tak, nauczyłam się pływać, a nawet nurkować, bo chciałam poznać uczucie przyjemności, kiedy beztrosko unoszę się na wodzie.
No i na ten moment koniec rozmyślania o moim życiu, bo do stolika zbliża się moja dorosła już córka. I jestem z niej dumna, że w tak młodym wieku akceptuje siebie. Ubrała już swój mózg w odwagę, osobowość i charakter oraz mocno trzyma w dłoni pióro, którym pisze historię swojego życia.
- Dzień dobry Córeczko. Co zamówić dla Ciebie? Kawa czy herbata?

 

Dla trzech ważnych dla mnie kobiet - babci Ani,  mojej Mamy i mojej Córki.

"Jak ubrałam swój mózg w osobowość, charakter i odwagę"
Warsztaty stacjonarne w T POINT Studio Łódź

Może Ci się również spodobać to..