Zaczynam pisać kolejny rozdział… czas na zmiany.

Wraz z tym Nowym Rokiem zaczynam pisać kolejny rozdział, który dotyczy nieustającego tworzenia mojej marki osobistej, jaką jest T POINT Studio …

Dlaczego zakładam kapelusz...

Na co dzień lubię zakładać niewidzialny, liliowy kapelusz i wychodzić zdobywać kolejny dzień. Bo świat wokół nas, pomimo wielu niedoskonałości jest piękny, zachwycający, ujmujący, a my jesteśmy tutaj na ziemi tylko chwilowym gościem. No i jakoś nostalgicznie się zrobiło…
Natomiast są takie dni, kiedy trzeba podjąć decyzje, chwilami niełatwe, poruszające czułe struny duszy, jednak ostateczne. Wówczas lubię przywdziać bardzo kobiecy kapelusz, podnieść wysoko głowę i mimo różnych komentarzy pojawiających się wokół, zakomunikować światu jakie zmiany nadchodzą.
Otóż z końcem stycznia 2022 żegnam przestrzeń, żegnam cztery ściany, zamykam pewien rozdział…
T POINT Studio opuszcza tak ukochane przeze mnie i wiele kobiet, dopieszczone z ogromną starannością przez kilkoro bliskich mi osób, zachwycające pod względem klimatu i aranżacji miejsce w pofabrycznych, łódzkich przestrzeniach w Łodzi, przy Al. Kościuszki 49/51. I uwierzcie mi, że ta decyzja była jedną z trudniejszych, a zapadła w samej końcówce minionego roku.

A skąd ta decyzja...

Realizacja projektów dla Niecodziennych Kobiet Dnia Codziennego oraz Telimen w Łódzkiej Fabryce Wytchnienia, korzystanie z moich kompetencji oraz wieloletniego doświadczenia na stanowiskach trenerskich i menedżerskich,  chęć dalszego rozwoju i samorealizacji jasno pokazuje, iż nie potrzebuję własnego lokalu do dalszego prowadzenia mojej działalności. Okres pandemii, wszechobecnego strachu, izolowania się, nieodwracalnej zmiany znanej nam do tej pory „normalności”, nie wiemy jak długo potrawa, a w przypadku ostatniego – nie powróci.
Historycznie było to tak - w lutym 2020 podpisałam umowę najmu wymarzonego lokalu, zlecenia zapełniały kalendarz, 13 marca 2020 było zaplanowane uroczyste otwarcie. Kiedy tworzysz i stajesz się szansą na sukces, dużo osób jest przy Tobie. Kiedy jest niewygodnie, odchodzą. A dalej dobrze nie było… pandemia COVID19, lockdown, poluzowania i kolejne obostrzenia. Prawdziwa jazda kolejką górską, trudna do zniesienia nawet dla tych co nie mają choroby lokomocyjnej. Praca zdalna, izolacja w domu, przeniesienie się do wirtualnej rzeczywistości. Wszyscy tak bardzo tęsknili za spotkaniami w cztery oczy, jednak niepewność o zdrowie była silniejsza i nie ma się co dziwić. Działając z pasją warto jednak czasami się zatrzymać i pozwolić, aby serce rozpoczęło dialog z rozumem. Walka z wiatrakami, określenie dobrze nam znane od fikcyjnej walki z powieści Miguela Cervantesa „Don Kichot”, w moim przypadku nabrało ogromnego znaczenia. Stres osłabiał organizm, zabierał energię, aż ostatecznie postawił kropkę nad i…
Dwa ostanie miesiące 2021 roku zapisały się na ciemniejszych kartach księgi mojego życia (chociaż było też parę pięknych chwil). Końcówka roku to walka o moje zdrowie, przypieczętowana „koroną”, tylko nie tą na głowie. Bo taką zwykłą, nawet gdyby się przekrzywiła, to poprawiłabym i pobiegła dalej. Ta jednak przybiła swoim ciężarem, próbowała zabrać oddech i świadomość, odcięła od możliwości działania i tworzenia, osłabiła do granic wytrzymałości, zaburzyła wszystko. Najważniejsze jednak, że pokonałam ją, a w zasadzie pokonaliśmy, bo nie byłam z tym sama. Bliskość, troska, opieka, cierpliwość, poczucie otaczającej ciebie miłości, wyciągnięta bezinteresownie pomocna dłoń… bezcenne.  Za wszystko inne wokół nadal trzeba płacić – przelewem lub gotówką. No i ten „nowy ład”…

Jak ranna lwica...

„Raz powalony Ty się nie poddawaj – jak ranny lew, tym potężniejszy, tym zuchwalszy stawaj wszystkiemu wbrew” motto życiowe zaczerpnięte z wiersza K. Przerwa-Tetmajera towarzyszy mi przez wszystkie lata, nawet kiedy jeszcze nie w pełni to rozumiałam i teraz powróciło jak bumerang.
Dlatego zamykam jedne drzwi, aby móc otworzyć kolejne.
Przez ostatnie dwa lata było również wiele dobrego, dużo nowych inspiracji, wspaniałych kobiet u boku, Niecodziennych zachwycających swoją codziennością.
Działam dalej z projektami i wsparciem dla kobiet.
Zaczynam pisać nowy rozdział, pozostaję dla Was i obiecuję, że nie będzie nudno. Zabiorę Was jeszcze w wiele ciekawych miejsc, których nie brakuje na mapie naszego kraju.
Dziękuję tym osobom, które zawsze były i są nadal przy mnie.
Dziękuję tym, które dołączyły ostatnio i wspierają mnie w decyzjach i projektach.
Dziękuję Ukochanemu, który dostrzega moje zaangażowanie i pomaga rozkładać skrzydła, kiedy wewnętrzny mechanizm zawodzi, znosi moje upadki i wzloty, wytrzymuje moje humory i nastroje, który razem ze mną śmieje się i płacze, który podaje dłoń, kiedy spadam w dół, nieustająco walczy u mego boku.
Adriana Jabłońska

Może Ci się również spodobać to..